Przeżycia trzynastoletniego chłopca z wybuchu atomowego Seigo Nishioka
Przeżycia trzynastoletniego chłopca z wybuchu atomowego
Seigo Nishioka
3版-newest_page0_image-300x212.png)
Zdjęcie wykonane sześć miesięcy po wybuchu atomowym (w wieku 14 lat). Blizny po oparzeniach na lewym policzku i na wierzchniej stronie dłoni są niewidoczne, zretuszowane przez fotografa, który wykonał to zdjęcie.
Szóstego sierpnia 1945 roku o godzinie 8:15, od wybuchu zaledwie jednej bomby atomowej, zrzuconej przez Armię Amerykańską życie utrąciło tysiące ludzi i wiele budowli zostało doszczętnie zniszczonych. Chmura po wybuchu wzniosła się wysoko nad ziemią. Ja tam, pod tą chmura w kształcie grzyba, byłem.
3版-newest_page1_image-300x243.png)
W okresie, kiedy nastąpił nalot atomowy, byłem szczęśliwym uczniem pierwszego roku w szkole gimnazjalnej (szkoły średniej niższego stopnia). Było nas w rodzinie pięcioro, moi rodzice i trzech synów, z których ja, jako ten najmłodszym spośród nich, obdarzony byłem wyjątkowo czułą opieką i miłością.
Na mapie widoczne są trzy punkty. A to hipocentrum wybuchu bomby atomowej.
3版-newest_page2_image-300x212.png)
B to mój dom, oddalony od centrum o 1500 m na północny wschód. C to miejsce, w którym zostałem zbombardowany, oddalone o 2000 m na południe od hipocentrum.
3版-newest_page3_image-281x300.png)
Czerwona linia to obecna Aleja Pokoju (Heiwa Odori)
Podczas wojny szalały w Hiroshimie pożary wywołane nalotami lotniczymi. Ażeby zabezpieczyć miasto przed tymi rozszerzającymi się pożarami, przygotowywano w wielu miejscach w centrum pasy przeciwpożarowe, zawczasu wyburzając drewniane budynki. Była to tzw. „ewakuacja budynków” (tatemono sokai). Za każdym razem, kiedy szedłem na taką „ewakuację” i widziałem, jak wyburzano domy,
3版-newest_page4_image-300x212.png)
w których do niedawna mieszkali ludzie, a potem widziałem coraz więcej pustych terenów
, moje dziecięce serce coraz bardziej smutniało. Szóstego sierpnia rano około ośmiu tysi
ęcy uczniów z gimnazjum wyruszyło wcześnie na roboty rozbiórkowe, by przygotować ogromny pas przeciwpożarowy, oddzielający południową część miasta od północnej, akurat w miejscu, gdzie obecnie znajduje się Aleja Pokoju, niedaleko od hipocentrum wybuchu.
3版-newest_page5_image-274x300.png)
„Tego dnia” źle się czułem, więc nie zostałem wysłany na prace wyburzeniowe, ale pozostałem na terenie szkoły, żeby wykonywać jakieś szkolne roboty. Tak oto wyglądałem w tamtych czasie. Byłem uczniem pierwszej klasy szkoły średniej niższego stopnia, drobnej postury, bo miałem zaledwie 149 cm wzrost i ważyłem 42 kg.
Właśnie przechodziłem przez szkolną bramę, kiedy usłyszałem
3版-newest_page6_image-300x223.png)
w oddali cichy warkot nadlatującego bombowca amerykańskiego B29. „Czemu tak? Przecież odwołano alarm przeciwlotniczy!” pomyślałem i spojrzałem w niebo. Na niebieskim, bezchmurnym niebie nie dostrzegłem białej smugi, którą zwykle wypuszczają samoloty. Między drzewami a budynkiem szkolnym dostrzegłem za to spadający spadochron. Patrząc w niebo, pomyślałem jedynie, że być może była to kolejna akcja propagandowa (Amerykanów; przypis tłumacza) zrzucającą ulotki. W rzeczywistości był to spadochron z „radiosondą”, specjalnym urządzeniem do mierzenia natężenia wybuchów.
Wszedłem na teren szkoły w czapce i uszedłem zaledwie parę kroków, gdy w tym momencie przeszyła mnie na wskroś niesamowicie silna fala gorącego powietrza. Wszystko wokoło rozbłysło tak potężnym blaskiem, oślepiając mnie na tyle, że cały świat nagle się spłaszczył i wyglądał niesamowicie dziwacznie. Równocześnie żar bijący z rozpalonego powietrza był nie do wytrzymania. Niewiele myśląc, skuliłem się cały i przestępując z nogi na nogę po rozgrzanej ziemi, głośno jęczałem z bólu, „Gorąco! Gorąco!”
Jak tylko fala gorąca ustąpiła, uderzył mnie
3版-newest_page8_image-300x219.png)
niesamowity podmuch wiatru. Uniósł moje ciało o kilka centymetrów w górę, a potem zostałem rzucony płasko na ziemię wraz z dachówkami, gałęziami i fragmentami okiennych ram. Z wielkim wysiłkiem próbowałem powrócić do pozycji stojącej, odbijając się od ziemi stopami, ale wszystko kończyło się ponownym upadkiem.
3版-newest_page9_image-300x212.png)
Przewrócony na brzuch przez silny poryw wiatru, dostrzegłem tuż przed sobą, jak drewniany dwupiętrowy budynek głównego gmachu naszej szkoły wali się z ogromnym hukiem. Zdążyłem zaledwie pomyśleć, „To już koniec ze mną!” i zemdlałem. Kiedy odzyskałem świadomość, otaczały mnie ciemności i wokół panowała kompletna cisza. Uświadomiłem sobie, że od pasa w dół byłem przywalony kolumnami budynku szkolnego. Dlatego nie mogłem się ruszać.
Krzyczałem z całych sił, błagając o pomoc. Wydało mi się, że za trzecim razem wreszcie ktoś mnie usłyszał. Nad głową rozlegał się odgłos, jakby ktoś rozwalał budynek. Pomyślałem wtedy, że jednak będę uratowany.
Może po 30 minutach rozpoczęła się akcja wydobycia
mnie spod gruzów. Cieniutkie promienie zaczęły przebijać się w moją stronę. Były jak „światełko od Boga” lub jak „światełko życia”.
3版-newest_page11_image-300x212.png)
Kiedy dotarłem do dziury, z której wydobywało się światło, moim oczom ukazał się widok, który mnie kompletnie powalił. Jak okiem sięgnąć, widziałem wszędzie powalone budynki szkolne, obrócone w morze gruzu. Spod zgliszczy, spod zawalonych budynków dochodziły mnie zewsząd głośne nawoływania i jęki o pomoc. Uczniowie i nauczyciele biegali wokoło, by nieść pomoc innym.
Resztką sił próbowałem dotrzeć do świetlistego otworu. Dopiero wtedy po raz pierwszy zdałem sobie sprawę, że mam poważnie poparzoną i poranioną twarz, ręce i nogi.
Wreszcie powoli wygrzebałem się na powierzchnię ziemi. Wszystkie budynki wokół mnie leżały w gruzach a szkoła, którą jeszcze przed chwilą widziałem stojącą, kompletnie zniknęła z pola widzenia. Poczułem pragnienie i chciałem napić się wody z rzeki przepływającej w pobliżu szkoły. Wybiegłem z niej w stronę rzeki.3版-newest_page12_image-300x212.png)
Po drodze zobaczyłem zakrwawioną od ran na głowie dziewczynkę w yukacie (letni strój bawełniany na kształt naszej podomki; przypis tłumacza). Osuwała się po niewielkim zboczu i cichutko pojękiwała z nadmiernego bólu, „Zabijcie mnie, proszę. Zabijcie mnie”. Wszędzie szli powoli, powłócząc nogami ludzie poszukujący schronienia. Każdy myślał tylko, by siebie ratować i uciekać. Nikt z nich nie miał dość sił, by pomagać innym.
Na wale przy rzece Motoyasu (jedna z odnóg rzeki Ota; przypis tłumacza), w pobliżu żeńskiej szkoły średniej Yamanaka ujrzałem grupkę nagich dziewcząt stojących w kręgu. Uczennice jęczały i wiły się z bólu od poparzeń na całym ciele. Przepasane były tylko gumkami od majtek, bo reszta ubrań spłonęła. Widać, że straszliwie cierpiały z bólu, a całe okryte krwią z płatami skóry zwisającymi z ich ciał. Wydobywał się z ich jedynie lament i błagalny szloch, „Ojej, jak to boli!!” „Mamuśku!” „Panie Nauczycielu!” (Sensei) „Daj mi wody…”
Oszołomiony i przerażony siedziałem na brzegu rzeki. Podeszło wtedy do mnie dwóch szkolnych kolegów ze starszego rocznika i zaproponowało wspólną ucieczkę. Chwycili mnie pod boki i dołączyliśmy do uciekającego tłumu. Na powierzchni rzeki unosiło się coraz więcej ludzkich ciał oraz tych, którzy utracili siły do życia,
unoszeni rwącym nurtem. Stopniowo przestawałem się dziwić na widok ciężko rannych czy zmarłych. Wszyscy myśleli tylko, jak siebie uratować, nie mając dość sił, by ratować innych.
Na zachodnim niebie pojawiały się coraz większe niesamowicie czarne chmury. Niosły ze sobą ten śmiertelny, promieniotwórczy „czarny deszcz”.
Dzięki pomocy tych dwu starszych kolegów szkolnych, dotarłem do zachodniego krańca Mostu Miyuki. Zbierały się tam ogromne tłumy ludzi uciekających przed pożogą. Nadchodzili tacy uciekinierzy, którym udało się uniknąć wcześniej śmierci. Byli tam tacy ludzie, co opadali z sił, kiedy wreszcie dotarli do mostu; ludzie przerażeni rozprzestrzeniającymi się pożarami z centralnej części miasta; ludzie, którzy radowali się ze spotkania swoich najbliższych; ludzie cierpiący z powodu ciężkich poparzeń i odniesionych ran. Gromadzili się przeróżni uciekinierzy.
Dwaj starsi koledzy zostawili mnie na moście, mówiąc, że muszą wracać do domu i żebym dalej już sam uciekał. Sami szybko stamtąd zniknęli. Pozostawiony nagle sam sobie, przerażony swą sytuacją, zapytałem stojącego obok mnie mężczyzny w średnim wieku, jak się dostać na północ miasta do dzielnicy Hakushima, gdzie był mój dom. A ten na to, że cała Hiroshima płonie, że wygląda jak morze ognia i że z pewnością nie uda mi się tam przedrzeć.
Kiedy tak stałem oniemiały całą sytuacją, ale i świadomy, że nie uda mi się już wrócić do domu, ktoś nagle do mnie zawołał. Spojrzałem w jego stronę i dostrzegłem starszego od siebie kolegę szkolnego, wyglądającego straszniej niż diabeł.
Ten przedstawił się, że jest z takiego a takiego roku i wydziału i poprosił słabym głosem o wodę. Stanąłem natychmiast na baczność, łącząc zbolałe nogi, zasalutowałem i wyrzuciłem z siebie głośno, „Tak jest, już idę po wodę!” Nie znalazłem jednak w pobliżu ani kranu z wodą pitną, ani naczynia, do którego miałbym jej nabrać. I już byłem całkiem zdesperowany, że nie mogę wypełnić rozkazu, gdy po chwili przypomniało mi się, że ktoś mi kiedyś powiedział, „Nie wolno podawać wody poparzonym, bo to niesie śmierć!” Zawahałem się i oddaliłem się stamtąd niepewnie.
Na zachodnim końcu mostu Miyuki uciekający ustawiali się w kolejce do dwu punków opatrunkowych. Zapytałem stojących w pobliżu, gdzie opatrują poparzonych i stanąłem w tamtej kolejce.
Żołnierz z oddziału pomocy poszkodowanym w nalotach lotniczych zanurzał koniec miotły owiniętej w białą szmatę w ogromnym kuble z olejem jadalnym i kierował ociekający olejem czubek w stronę poparzonego. Ten sam smarował sobie poparzone miejsca, nakładając na nie szmatę. W kolejce po pomoc czekały tłumy, więc jak ktoś smarował się zbyt ślamazarnie, pohukiwano na niego groźnie.
Przemieszczając się wraz z innymi uciekającymi, dotarłem najpierw miejsca schronienia dla ewakuowanych, które znajdowało się w szkole średniej niższego stopnia Koryo. Kiedy obudziłem się w nocy, widziałem klasę, w której leżałem, rozświetloną pożarami w całym mieście na tyle dobrze, że mogłem śledzić ruchy ludzi leżących w niej. Byłem straszliwie głodny, więc zjadłem lunch, który tego dnia kazała mi zabrać ze sobą matka. Jadłem śniadanie i rozmyślałem o mamie, czy jest bezpieczna. Po policzkach ciekły mi łzy. 3版-newest_page18_image-300x212.png)
Dziewiątego sierpnia oddział wojskowy młodzików Akatsuki przeniósł mnie do obozu dla ewakuowanych w państwowej szkole podstawowej Yokohama w Sakamura. Sale ewakuacyjne wypełnione były po brzegi poparzonymi i rannymi. Większość z nich zmuszona była leżeć na podłodze. Jeden po drugim oddawali ducha, a kiedy sobie zdałem z tego sprawę, to połowy z nich już nie było. Byli tam ludzie cierpiący z bólu, ludzie wołający swoich najbliższych, ludzie, którzy postradali zmysły. To było piekło na ziemi.
Większość czasu spędzonego w schronieniu dla ewakuowanych przesypiałem głębokim snem. Pewnego dnia usłyszałem rozmowę pielęgniarzy z oddziału ratunkowego. „Brakuje nam trumien. Co tu robić?” „Nie mamy innego wyjścia. Ułóżmy ciała w stosach, polejmy benzyną i podpalmy.” „Wszyscy tak robią w całej Hiroshimie.” Ogarnęła mnie straszliwa panika, że ze mną może się stać dokładnie to samo, kiedy umrę. Nikt się mną nawet nie zaopiekuje, a tylko ułożą mnie na stosie i podpalą.
Kiedyś leżąc na szkolnej podłodze, usłyszałem koło głowy cichutki odgłos, jakby coś skapywało. Cała moja buzia pokryta była robalami czerwiami, które od czasu do czasu spadały na ziemię. Miejsca wokół oczy i ust zgniły i pokrywały się parchami, a kiedy otwierałem oczy lub usta, te parchy pękały. W momencie, kiedy gryzłem kulkę ryżową omusubi, zaropiała krew wraz z czerwiami wpadała mi do gardła.
Mniej więcej po tygodniu od nalotu spałem już coraz krócej. Leżałem na podłodze i wpatrywałem się w sufit nade mną, rozmyślając o rodzinie i przyjaciołach, czy żyją, czy są bezpieczni.
15 sierpnia, kiedy już wreszcie mogłem jakoś chodzić, postanowiłem odwiedzić krewnych na wyspie Ikuchi ( Ikuchi-jima).
Przed dworcem Sakae spotkałem znajomą sąsiadkę i jej córkę. Było to pierwsze spotkanie od czasu wybuchu kogoś, kogo znałem wcześniej, więc
się bardzo z tego ucieszyłem. „Proszę pani, proszę pani!”, krzyknąłem na cały głos, wymachując do niej ręką. Kiedy się przedstawiłem, sąsiadka zapewniła mnie, że cała moja rodzina żyje, bo widziała ich nazwiska na betonowej ścianie budynku szkoły. Dotychczasowy niepokój o nich nagle ustąpił.
W południe, kiedy pociąg zatrzymał się na dworcu w Itozaki, usłyszałem z peronowego megafonu cesarskie oświadczenie o poddaniu się (gyakuon). Wtedy jeszcze nie rozumiałem jego znaczenia, ale z ogólnej wrzawy, jaka zapanowała wśród pasażerów pociągu wywnioskowałem, że przegraliśmy wojnę. Bandaże na mojej buzi przesiąknięte były ropą i krwią, a spod nich wyłaziły czerwie. Ludzie wokół odsuwali się ode mnie z obrzydzeniem.
Upłynęło kolejnych 12 godzin zanim dotarłem wreszcie do domu krewnych na jednej z wysp Morza Wewnętrznego Seto. Zapukałem do drzwi wejściowych z przywitaniem „Dobry wieczór!” Kiedy w drzwiach wypowiedziałem swoje imię, usłyszałem ucieszony krzyk żony kuzyna, która wyszła ze środka. Wszyscy przypełzli na klęczkach do pokoju, do którego wszedłem. Po tym jak spadła bomba, najstarszy brat poszedł do mojej szkoły, by sprawdzić, co się ze mną stało i czy żyję. Dowiedział się wtedy, że wszyscy uczniowie pierwszej klasy z mojej szkoły zginęli. Byłem zatem dla nich osobą zmarłą. Kiedy żona kuzyna ujrzała mnie w mroku drzwi wejściowych, z głową owiniętą bandażami, trzymającego kostur, zakrzyknęła jakby zobaczyła ducha.
Od następnego dnia, dzięki czułej opiece ciotki, wydobrzałem na tyle, że w końcu mogłem wrócić po kilku miesiącach do szkoły.
Zacząłem na nowo naukę w szkole po czterech miesiącach. Za każdym razem, kiedy mój
szkolny wychowawca spoglądał na mnie, powtarzał mi tylko jedno, „Oj, jak to dobrze, żeś ty ocalał!” i łzy pojawiały mu się w oczach. Byłem przerażony, kiedy nauczyciel kontynuował. „Wszyscy chłopcy, którzy wyszli tego dnia na wyburzanie budynków, zginęli na miejscu podczas wybuchu”. To był tak krótki czas, zaledwie cztery miesiące, kiedy razem się uczyliśmy i razem spędzaliśmy czas na zabawie ze szkolnymi przyjaciółmi.
Do moich poległych kolegów!
Oj, jak musiało wam być gorąco!
Oj, jak musiało was wszystko boleć!
Oj, jak strasznie musieliście cierpieć!
Pewnego zimnego lutowego poranka następnego roku wychowawca klasowy i około dziesięciu uczniów, włączając mnie, którzy przeżyli (nie zginęli 6 sierpnia, bo z jakiś powodów nie wyszli na roboty w mieście; przypis tłumacza), udaliśmy się tam, gdzie prawdopodobnie pracowali uczniowie naszej szkoły przy wyburzaniu domów. Wystawiliśmy tam symboliczny obelisk cenotafu. Była to jedna z kolumn z powalonej szkoły, odpowiednio przycięta. Na miejscu prac wyburzeniowych zbieraliśmy guziki, pudełka na lunch i inne pamiątki po naszych zmarłych kolegach, które wygrzebywaliśmy z ziemi. Potem przekazaliśmy je rodzinom zaginionych.
Podczas prac przy stawianiu obelisku i wyszukiwaniu pamiątek po kolegach nauczyciel
Hashimoto, który stracił większość swoich uczniów, cały czas wpatrywał się w ziemię z bardzo bolesnym wyrazem twarzy. Było to w przeciwieństwie do nas, 13-latków, którzy wreszcie stali się wolni, wyzwoleni ze strasznego okresu wojny, dla których to wygrzebywanie pamiątek po zmarłych kolegach wydawało się być bardziej „grą w wyszukiwanie skarbów”.
Wszystkie drewniane sale szkolne zostały doszczętnie zburzone. Nauczyciele i uczniowie wygrzebywali spod ruin zniszczonych klas tablice i stoły, i ustawiali je na boisku szkolnym, tworząc tzw. „klasy pod gołym niebem” (aozora kyoshitsu). Z pięciu klas pierwszego roku utworzono dwie klasy.
Było strasznie, czy to w upalne lata, czy w mroźne zimy. Lekcje odbywały się bez podręczników i bez przyborów do pisania. Nikt nie był już zagrożony wojną i wszyscy z radością i nadzieją mogliśmy się uczyć. Nauczyciele też dawali z siebie wszystko, co mogli.
Po przeciwległej stronie od Kopuły Atomowej w pobliżu rzeki po zachodniej stronie parku
wznosi się nieśmiało kopiec upamiętniający poległych w wybuchu atomowym. Usypany został z ponad 70 tysięcy prochów nieznanych z nazwiska ofiar bądź takich, których prochów nie miał kto odebrać.
Jeśli stanie się przed kopcem ze złożonymi do modlitwy dłońmi, można usłyszeć ich smutne głosy:
„Ja chcę wrócić do domu!”
Dwaj moi synowie oraz ich małżonki są potomkami ofiar atomowych w drugim pokoleniu, zaś pięcioro moich wnucząt jest potomkami ofiar w trzecim pokoleniu. Wszyscy oni rośli w dobrym zdrowiu. Ja także, walcząc z wieloma dolegliwościami powiązanymi z chorobą popromienną, mam się w miarę dobrze i żyję szczęśliwie .
Modlę się o świat, w którym panuje pokój i nie ma broni nuklearnej.
Do moich przyjaciół z „tamtego dnia”!
Minęło 77 lat od „tamtego smutnego dnia”, który wywołuje straszliwe wspomnienia.
To był tak bardzo krótki okres, kiedyśmy się wspólnie bawili i wspólnie uczyli. Byliśmy ze sobą razem zaledwie cztery miesiące. Chciałbym tu opowiedzieć o wspólnie spędzonym z „wami” czasie.
W kwietniu 1945 roku (rok 20 ery Showa), kiedy kwitły kwiaty wiśni braliśmy razem udział w uroczystości rozpoczęcia roku szkolnego w wielkiej sali gimnastycznej. Dyrektor szkoły, pan Osono witał nas następującymi słowami w wojskowym stylu. „W obecnej bardzo trudnej sytuacji wojennej uroczyście obchodzimy wasze wstąpienie do naszej szkoły o długiej historii i tradycji, gdzie będziecie się uczyć różnych technicznych przedmiotów, żeby przydać się w przyszłości naszej ukochanej ojczyźnie.”
Wszyscy nowoprzyjęci do szkoły uczniowie pierwszej klasy gimnazjum (szkoły średniej niższego stopnia; przypis tłumacza) ze zgolonymi na łyso głowami byli bardzo spięci, ale i podnieceni płomiennymi marzeniami. Nadal dokładnie pamiętam scenerię z tamtego dnia.
Panowała głęboka cisza na ogromnym boisku szkolnym. Na lekcje uczęszczali tylko nowoprzyjęci do szkoły uczniowie pierwszej klasy. Wszystkie wyższe roczniki były nieobecne, bo zmobilizowano je do pracy w mieście.
Wysłuchiwaliśmy lekcji z napięciem i płonęła w naszych sercach niesamowita chęć do nauki, kiedyśmy przybierali prawidłową postawę. Najtrudniejsze były zajęcia z musztry wojskowej. Zasypywani pokrzykiwaniami oficera akademii wojskowej, rośliśmy na wojskowych młodzieńców (gunkoku shonen). Podczas przerw w musztrze następował jedyny przyjemny czas. Wzajemnie wypytywaliśmy się z dumą, skąd jesteśmy czy z jakiej szkoły tu przyszliśmy.
Sytuacja wojenna stopniowo stawała się coraz bardziej napięta i coraz więcej trzeba było wykonywać prac mobilizacyjnych. Drobne ciałka uczniów nie były przyzwyczajonych do ciężkich prac fizycznych takich jak prace rolnicze na Wschodnim Placu Ćwiczebnym, roboty operacyjne przy wzmacnianiu piaskiem schronów przeciwlotniczych w Yaguchi na linii kolejowej Geibi czy ewakuacja budynków, czyli ich burzenie.
Roboty przy burzeniu zabudowań były walką pomiędzy żarem lejącym się z nieba w najgorętsze lato a pustymi z głodu żołądkami. Myśmy wierzyli w to, że wygramy wojnę i dzień w dzień dawaliśmy z siebie wszystko. A mieliśmy zaledwie po 12, 13 lat.
„Tego dnia”, szóstego sierpnia uczestniczyłem w pracach na terenie szkoły i choć doznałem wieku ran i oparzeń, zostałem uratowany przez wielu ludzi.
„Wy” byliście tak blisko hipocentrum wybuchu, poparzeni falą gorąca, wołaliście na cały głos, że jest wam GORĄCO. Kuliliście swe poparzone ciałka, przestępując z nogi na nogę z przerażenia. Potem rzuceni daleko przez silny podmuch wiatru od wybuchu, zostaliście powaleni na ziemię. Nie da się wyobrazić waszych cierpiących straszliwie sylwetek.
Może wołaliście o pomoc, może włóczyliście się zagubieni, może jedni z was skakali do rzeki w poszukiwaniu wody, a inni unikając ognia, który się wszędzie rozszerzał, uciekali w stronę własnych domów. Może zbieraliście się razem i śpiewaliście wojskowe piosenki „Idąc nad morze” (Umi yukaba) czy szkolny hymn, może recytowaliście Cesarski Edykt do Żołnierzy i Marynarzy (Gunjin chokuyu).
Jest mi tak strasznie pusto w sercu, kiedy myślę o „was”, moi kolegach, wojskowych młodzieńcach. Może do samego końca wzywaliście swoje matki na pomoc, zionąc ostatniego ducha. Nikt się wami nie zaopiekował do końca przed śmiercią, odchodziliście na zawsze pojedynczo i w samotności.
Nigdy was nie zapomnę, że umieraliście w straszliwych cierpieniach, nie rozumiejąc, co się wydarzyło „tamtego dnia”.
Tu i teraz, z głębi mojego serca modlę się o spokój duszy moich przyjaciół z przeszłości.
Składając dłonie w modlitwie
3版-newest_page32_image-300x167.png)
Techniczna Szkoła Średnia Prefektury Hiroshima
Pomnik ofiar wybuchu atomowego poświęcony pamięci nauczycielom i uczniom
Nazwiska 4 nauczycieli i 182 uczniów
6 sierpnia 1987 ( rok 62 ery Showa)